Wenezuela luty 2008r
W listopadzie 2007r długo nie byłem zdecydowany gdzie wyjechać na urlop w lutym 2008r. Przeważyła atrakcyjność oferty i wybrałem Wenezuelę, a właściwie wyspę Margaritę położoną u jej wybrzeży . Już w trakcie lotu czekała na nas niespodzianka: Międzylądowanie na słynnej wyspie Barbados.
Â
Z lotu ptaka ta niewielka wyspa wyglądała na całkowicie zabudowaną. Hotele, baseny i centra rozrywki. Plaże niezbyt szerokie.
Po krótkim postoju lecimy na Margaritę. Wyspa wita nas piaszczystymi plażami przeplatanymi skalistymi urwiskami. Generalnie Wenezuela nie posiada mocno rozbudowanej sieci hoteli. Wybudowano tu za to wiele apartamentowców gdzie odpoczywa elita. Jakież było nasze zdziwienie gdy po przylocie okazało się, że w naszym hotelu najliczniejszą grupą byli Polacy /80 osób na 500 turystów/. To biuro podróży Triada organizowało bezpośredni lot z Warszawy. A ,że i cena była przystępna to i grupa liczna. My korzystając z oferty TUI Niemcy musieliśmy dodatkowo dolecieć do Frankfurtu.
Wyspa w większości pokryta jest roślinnością i sprawia wrażenie dzikiej dzięki nie zniszczonej przyrodzie. Nasz hotel należący do jednych z lepszych na wyspie posiada wiele mankamentów . Podobnie zresztą jak reszta hoteli nawet najwyższej klasy. Widocznie codzienne mycie okien przybrudzonych bryzą soli nie jest tu w zwyczaju. Na wyspie spotkaliśmy naszych przyjaciół z Kanady, którzy mieszkali w hotelu oddalonym o kilka kilometrów. Hotele są zamkniętą enklawą i za wejście na teren trzeba osobno płacić / pół dnia to opłata ok. 50$ od osoby/. Kurs dolara podobny do czasów PRL-u. Na wolnym rynku jest kilkakrotnie wyższy. Biura podróży naliczają ceny wycieczek po kursie czarnorynkowym lub po państwowym gdy płaci się kartą /+15% opłata za korzystanie z karty/. Warto zauważyć , że różnice kursowe są duże i do zakupów lepiej skorzystać z wymiany na wolnym rynku. Ciekawostką jest ,że ta spora wyspa pozbawiona jest całkowicie słodkiej wody. Woda do celów gospodarczych i mycia uzyskiwana jest przez odsalanie wody morskiej. Do celów konsumpcyjnych dostarczana jest podwodnym rurociągiem z kontynentu.
Jak to mamy w zwyczaju zaplanowaliśmy tylko 2 wycieczki. Jedną po wyspie Margaricie. Drugą samolotem do parku narodowego Canaima i nad wodospad Angela oraz Orinoko. Objazd wyspy w zasadzie nas nie zaskoczył. Wszędzie piękna przyroda oraz malownicze wybrzeże. Zwiedziliśmy szereg miasteczek oraz stolicę wyspy La Asucion . Tutaj na placu Bolivar znajduje się Katedra de Nostra Seniora de la Asucion - najstarszy kościół w Wenezueli. Nieco zmęczeni postanowiliśmy wpaść na kawę do uroczej kawiarni znajdującej się opodal. Do naszej wymiany zdań dołączył właściciel chwaląc się ,że z Polski zna dwie osoby. Jeden z nich to oczywiście Papież Jan Paweł II. A druga - i tu nas zadziwił lekko- to Lech Wałęsa. Uznawany w Wenezueli za symbol walk i zwycięstwa z komunizmem.
Druga wycieczka samolotowa była bardziej ekscytująca. Przyroda rzeczywiście zwala z nóg. Przepiękne wodospady w dorzeczach Orinoko. Pod takim wodospadem przechodziliśmy naturalnym szlakiem , gdzie nie było żadnej ingerencji człowieka. Herbaciany kolor wody pochodzi nie od minerałów tylko od liści drzew. Woda zawiera duże ilości teiny. Jest krystalicznie czysta. Zobaczyliśmy najwyższy wodospad świata mierzący prawie 1000m. Wprawdzie nie doszliśmy tam pieszo / wyprawa całodniowa/. Za to warunki były na tyle dobre , że przelecieliśmy samolotem w pobliżu. I tak w kanionie samolot był niemiłosiernie targany przez prądy powietrzne.
Â

