Jest rok 1996. Koniec zimy ale temperatura prawie - 20. Wybieramy się do Acapulco dotychczasowej stolicy rozrywki w Meksyku. Wylot z Warszawy , przesiadki we Frankfurcie i w Kanadzie /jakiś port lotniczy na północy/ kraju. Podróż samym samolotem trwa ponad 24 godziny. Dziś już nie miałbym sił aby tak długo podróżować.

 


Widok z okna hotelu.
Wspaniała
plaża , olbrzymie długie fale. Na skraju plaży rosną miejscami palmy. Kilka dni odpoczynku i wyruszamy na pierwszą wycieczkę. Jedziemy w rejon skalistego wybrzeża aby zobaczyć popis skoków do wody z wysokich na ponad 80m skał. Skały są oddalone od wody. Skoczek musi więc przemieścić się w poziomie nad wąską zatoczkę. Zatoczka posiada głębokość ok 2-3m. Tylko w chwili przypływu fali wody zostają na moment spiętrzone do 8-10m. Dokładnie wtedy skoczek musi zderzyć się z lustrem wody. Skoczkowie tworzą elitarną grupę ok. 60 osób. Tylko kilkunastu może skakać z najwyższej półki. Mało tego mogą tego dokonać tylko 2x w tygodniu. Na samym szczycie znajduje się kapliczka. Przed skokami za każdym razem modlą się tam . W kaplicy znajdują się także zdjęcia skoczków , którzy zginęli. Udało mi się ująć w locie tych z najwyższego szczytu.

Po tych wspaniałych emocjach następnego dnia jedziemy do stolicy Meksyku miasta o tej samej nazwie. Miasto Meksyk zwiedzamy pół roku po trzęsieniu ziemi jakie nawiedziło ten rejon. Miasto wypełnia całą kotlinę u stóp wulkanu , który często zasypuje popiołem stolicę. W 1996r. miasto liczyło 27mln ludzi zgromadzonych na powierzchni 120x80km. Cała dolina to byłe bagna. Dlatego zbudowana tu monumentalna katedra Metropolitana systematycznie zapada się. Podtrzymywały ją specjalne rusztowania. Główna część ma ponad 100m długości i 46 m szerokości i została podzielona na 5 naw. Najbardziej pochyloną budowlą jest jednak Templo de San Juan de Dios. Świątynia zapada się prawie 10 m z jednej strony przypominająca wyglądem krzywa wieżę w Pizie. Na ulicach królują popularne garbusy /napędzane mieszanką benzyny i 80% alkoholu/. Tak już ponad 10 lat temu Meksyk wykorzystał własne zasoby alkoholu do napędu samochodów. U na dalej dyskutujemy. Wokół mnóstwo wykopalisk. Olbrzymi ruch pieszy i samochodowy. Zwiedzamy jeszcze gigantyczny stadion sportowy. Niestety nie wolno wejść do środka jest zamknięta impreza mormonów.
Udajemy się do hotelu. Widok z okien jest porażający. Widzimy budynek hotelu po trzęsieniu ziemi. Stoi konstrukcja hotelu kilkadziesiąt pięter bez ścian. Widać klatki schodowe, toalety z WC. Nie zdążono zburzyć i odbudować tego hotelu / był słabo ubezpieczony/. Po południu zwiedzamy muzea i San Angel/ wioskę/ w granicach miasta.
Nowy dzień to wyjazd do Teotihuacan miejscowości liczącej kiedyś ponad 200 000 ludzi, założonej juz przed naszą erą. Obecnie nie zamieszkałej. Nie mogę sobie odmówić przyjemności wdrapania na szczyt piramidy słońca i księżyca. Obecność na szczycie ma w/g legendy zapewnić wieczne szczęście. Zwiedzamy Pałac Jaguara, Pałac Tepantitla i świątynię oraz cytadelę. To starożytne miasto leży na obszarze 20 km2.
W drodze powrotnej do Acapulco zatrzymujemy się na plantacji agawy. Próbujemy tekili bezpośrednio po wyprodukowaniu tradycyjnymi metodami przegryzając solą. Jest smaczna. Pozostałości liści agawy służą do wyrobu nici i przędzy a nawet igieł/dawniej/
Ciekawe jest Taxco miasto srebrników położone wysoko w górach. Miasto wykute zostało w skałach. Jadąc drogą dojazdową jest ono niewidoczne. Miasto posiada liczne szyby. Niektóre są bardzo głębokie nawet do 1000m. Tam wydobywa się srebro. Samo miasteczko choć niewielkie jest pełne niepowtarzalnego uroku. Jest tam niewielki rynek , klasztor, katedra, szpital , dom gościnny.
Jesteśmy z powrotem w Acapulco. Wypoczywamy na wspaniałej plaży wsłuchując się w imponujący szum oceanu. Acapulco jest jednym z niewielu miast na świecie gdzie o każdej porze dnia i nocy można się bawić. Natężenie ruchu na ulicach jest prawie niezmienne w ciągu doby. Gdy jedni kładą się spać inni wstają aby się bawić.
Już wtedy były tam dyskoteki wielkości stadionu FC Barcelona. Z każdego piętra ze stolikami widać było tańczących na podświetlonym półprzezroczystym parkiecie.
Do tego ceny jak na tamte czasy dostępne dla Polaka. Można się było tam czuć podobnie jak czuli się turyści przyjeżdżający do Polski i bawiący sie za 1 USD za czasów PRL. Super kolacja z owocami morza , langusta . mnóstwo wina dla 4 osób w restauracji na głównym pasażu nad samym oceanem ok 5USD. Wstęp na całonocną dyskotekę do najlepszego lokalu / jedzenie i alkohol zawarte w cenie bez ograniczeń/ 20USD/. Standardowa cena wstępu do dyskotek to 5USD.
Niestety czasy te minęły bezpowrotnie. Podczas drugiego pobytu w 2004 roku ceny były wyższe niż w Europie
.


 


"Get the Flash Player" "to see this gallery."