| INTELEKTUALNA ROZMOWA PARTNERÓW |
|
|
| Wpisany przez ryskiel | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| piątek, 23 kwietnia 2010 01:00 | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
INTELEKTUALNA ROZMOWA PARTNERÓW
Przed wieloma laty, kiedy uczestniczyłem w wykładzie Krzysztofa Martensa, usłyszałem z ust jego stwierdzenie, które bardzo przypadło mi do gustu – licytacja, to intelektualna rozmowa partnerów. Kiedy przysłuchuję się różnym sporom na różnych płaszczyznach dotyczących licytacji, to mam wrażenie, że nie jest to to, o czym mówił Krzysztof. Panuje jakieś powszechne przekonanie, że efektywność licytacji zwiększa się w miarę wprowadzania różnych innowacji, gadżetów i konwencji. Publikacje o licytacji zawierają zazwyczaj próby zapięcia na możliwie najdalszy guzik różnych trudnych pozycji licytacyjnych. Powstają w ten sposób tasiemce na temat kontr, pasów forsujących, transferów i dziesiątków różnych innych gadżetów i konwencyjek. Powstający w ten sposób system przypomina mi samochód bossa Nowego Jorku obwieszony jak bożonarodzeniowa choinka w filmie „Ucieczka z Nowego Jorku”. Oczywistym jest, że full wypas samochód ma mnóstwo przeróżnych użytecznych bajerów, które czemuś służą. Nie ma to jednak wpływu na sylwetkę samochodu ani jego fundamentalne funkcje. I zrozumiałym jest, że systemy zawodowo grających par taki samochód full wypas przypominają. Choć niekoniecznie. Wystarczy popatrzeć na system jednej z najlepszych par świata Lauria – Versace. System ich jest bardzo naturalny i dopiero w sekwencjach środkowych spotyka się różne rozwiązania wymagające gadżetów i konwencji. Bo te sztuczne rozwiązania są świadectwem pewnej bezradności naturalnej licytacji, kiedy rzecz dotyczy szczegółów. Jedną z najsławniejszych konwencji w początkach brydża było OSW (odzywki szlemowo - wywiadowcze). Po latach jej funkcjonowania, jej autor Ely Culbertson smętnie stwierdził: był to mój największy sukces teoretyczny...i największa klęska. Chcąc przedstawić mój punkt widzenia na licytację będę musiał przedstawić pewną ilość kontrowersyjnych licytacji z różnych obszarów brydżowych wydarzeń. Tak się bowiem składa, że interpelowany do zajęcia stanowiska w problemach licytacyjnych zazwyczaj unikam nieszczęścia (wiadomo, że problemy licytacyjne są zazwyczaj związane z nieszczęściami) dokonując wyboru odzywki. Będą to więc przykłady z mojej własnej praktyki, choć większości tych rozdań nie musiałem grać. By unikać ciężkich błędów licytacyjnych nie wystarczy wyuczyć się systemu. Tam gdzie gra system, tam wystarczy dobra pamięć, a przy gorszej tępe uczniowskie wkuwanie. Problemy zaczynają się tam gdzie kończy się system. I gdzie szukać ratunku w takiej sytuacji? Rola bilansu w decyzjach licytacyjnych Fundamentami licytacji są:
3) Bilans posiadanej siły
Zacznijmy od tego ostatniego. Większość pozycji decyzyjnych uda się skutecznie rozwiązać przypominając sobie o bilansie. Oto pierwszy przykład takiej sytuacji: Posiadamy rękę E i licytacja przebiega:
Nasza ręka to takie nic:
Co licytujemy? Założenia są tu nieważne (uprzedzam, bo często pada takie bezmyślne pytanie uzupełniające). Testowani zazwyczaj wybierają pas lub 2 By odpowiedzieć na pytanie, co należy zalicytować, trzeba odpowiedzieć na pytanie co ma partner? Jeśli rozumiemy, że partner ma 18+ PC, rękę zazwyczaj z 4-ką pików, a co najmniej trójką i niewiele kierów. Najgorsza ręka jakiej możemy się u niego spodziewać to układ 3-2-4-4 i 18 PC. Przeprowadźmy bilans do takiej minimalnej ręki partnera: Jego punkty - 18 Nasze punkty - 4 Nasze wydłużenie pikowe - 4 (za 4-tą i 5-tą blotkę po 2 punkty) Jego krótkość kier - 1 (przy dublu i 3 pikach) Razem 27 pkt : 3 (wartość 1 lewy) = 9 Tak więc należy zalicytować 3 By wzmocnić tą prostą argumentację dopowiem okoliczności w jakich powstał ten problem. Było to na turnieju zagranicznym i posiadacz wskazanej ręki w randze arcymistrza zalicytował tylko 2. Jego partner podniósł to jeszcze do 3-ch, ale acm. spasował (???) obawiając się agresywności partnera. Tenże partner opowiedział mi rozdanie użalając się nad niepowodzeniem, bo poszło aż 11 lew. Po latach tenże, co mi opowiadał wydarzenie, postawiony przed problemem z drugiego okrążenia wzniósł się w porywie agresji do 2 O czym to świadczy? Świadczy o tym, że takie problemy traktujemy incydentalnie oraz jednostkowo i nie wnoszą one niczego do naszej skarbnicy wiedzy o licytacji, bo nie są zakończone konkluzją. Rola intencji w licytacji W początkowej fazie rozwoju teorii licytacji brydżowej panowała naturalność. Otwierało się z kolorów czterokartowych (zawsze jakiś był) i licytowano następnie to, co było najbliższe „na kole” – czyli pierwszy z brzegu kolor, który można było zgłosić. Pojawiające się problemy ze wskazywaniem długości kolorów rozwiązywano poprzez odejścia od tych schematów. W ten sposób pojawiły się odzywki rewersowe, nowy kolor na nowej wysokości (dzisiaj już zarzucony prawie całkowicie mechanizm forsingu – szczególnie na wysokości 2-ch) i inne - dziś nazywane naturalnymi - mechanizmy licytacji. W następnej kolejności zaczęły pojawiać się konwencje pozwalające w sposób szczegółowy dowiedzieć się o konkretne wartości w ręce partnera. Pojawienie się konwencji zrodziło pragnienie tworzenia sztucznych systemów relayowych, które pozwalałyby dowiedzieć się „wszystkiego”. Szczytowym osiągnięciem tych trendów był system Precision Club, wzorujący się w swoich rozwiązaniach na niektórych elementach włoskich systemów Roman Club, Napoli Club, czy Blue Club. Popularność tych systemów wynikała z sukcesów jakie odnosili grający tymi systemami zawodnicy. Tendencja ta została gwałtownie uśmiercona w wyniku pojawienia się losowych wejść po silnych otwarciach 1 W ich miejsce musiała powstać jakaś inna szkoła. Trudno ja nazwać w pełni naturalną ale jej podstawą stały się intencje. Jej istotę oddaje reguła: „chęć wymiany informacji jest sugestią pozytywną”. Dotyczy to sytuacji kiedy np. obaj partnerzy wiedzą, że licytacja została sforsowana do końcówki, kolor jest uzgodniony, a jeden z partnerów tej końcówki nie zapowiada, tylko pozostawia przestrzeń do wymiany informacji. Świadczy to o tym, że ten partner, który tak licytuje ma stosowną nadwyżkę, która pozwala pomyśleć o zagraniu kontraktu z wyższej strefy zapisu. W ten niewyszukany i prosty sposób, tak licytujący partner przekazuje drugiemu intencje zagrania czegoś bardziej ambitnego. Ten drugi może te intencje zaakceptować lub nie, w miarę posiadanych wartości lub ich braku. Jak to funkcjonuje w praktyce niech pokaże problem jaki przedstawiono mi bym zajął stanowisko. Posiadamy rękę E:
Licytacja biegnie:
Problem miał na celu sprawdzenie czy dokładam końcówkę, czy licytuję negatywne 3 Jakie znaczenie można im przyporządkować ? Jeśli odzywka może być naturalna to jest naturalna (a przynajmniej tak należy ją traktować ) – mówi kolejna zasada ogólna licytacji. Zatem 3 należy pozostawić na naturalne zgłoszenie długiego koloru karowego przy krótkościach w kolorach partnera i oczywistej słabości. Zrealizujemy w ten sposób kolejną regułę: przy misfitach należy grać w długi kolor ręki słabszej. Bo ta ręka da lewy z długości, a silniejsza da lewy z honorów. Suma tak zliczonych lew będzie zawsze większa niż przy odwrotnym ich liczeniu. To tak jak w przypadku Alberta Einsteina i jakiejś sławnej aktorki, która podobno zaproponowała genialnemu uczonemu małżeństwo argumentując – jakie wspaniałe będziemy mieli dzieci z pańskim rozumem i moją urodą... Na to wielki uczony odparł – gorzej droga pani będzie, jak stanie się odwrotnie.
Pozostała nam więc już tylko odzywka 3 i taką zaproponowałem jako swoją odpowiedź. Wywołało to konsternację u co niektórych – co to wywiad bezatutowy – padło pytanie? O sancta simplicitas! Czy partner może mieć na swoje 3 rękę?
Może, jak najbardziej. Czy może mieć rękę silniejszą?
Oczywiście, że może. Z pierwszą ręką należy poprzestać na 3, a z drugą należy zalicytować końcówkę. I temu służyć ma odzywka 3, która w każdych innych warunkach jest licytacją forsującą, stanowiącą albo wywiad bezatutowy albo cue bid. Z góry odrzucam jakąkolwiek polemikę ze zwolennikami znaczenia odzywki 3 jako trapping pasa na kierach. Napisałem kilka lat temu artykuł pt. „Odzywki wtrącone” ( Brydż 2/98). Termin ten przystaje do odzywek, które nie są ani konwencyjne, ani nie są gadżetami, to coś takiego jak drugie odbicie piłki w siatkówce w sytuacji trudnej, gdzie podbijamy tylko piłkę do góry – może ktoś z kolegów przebije ją na druga stronę. O ile w siatkówce jest to chwytanie się brzytwy, to w brydżu odzywki wtrącone są dużo bardziej skuteczne. I taka jest właśnie odzywka 3 w przykładzie powyżej. Przed laty mój partner tak wyjaśnił moją ostatnią odzywkę w sekwencji:
1) kolor lukowy – pytanie o uzupełnienie w nim 2) warunkowe przyjęcie inwitu 3) to nie jest czwarty kolor Grałem z nim drugi czy trzeci raz i bardzo ucieszyło mnie wyjaśnienie partnera – to nie jest czwarty kolor, to dalsza wątpliwość do tego, czy grać końcówkę w świetle mojego warunkowego przyjęcia inwitu. Można postawić dolary przeciwko orzechom, że nikt nigdy nie stworzy systemu, który będzie w stanie przewidzieć każdy incydent licytacyjny przy stoliku brydżowym. Stąd obwieszanie bazowych ustaleń ozdobnikami w postaci konwencji i gadżecików zawsze uczyni taki system podobny do wspomnianego na początku samochodu-choinki.
|

